Julia zażyczyła sobie sesję z synkiem na Dzień Mamy. Omówiliśmy pomysły na światło i aranżacje w studio. Przyklepaliśmy stylizacje i termin i pozostało czekać na godzinę sesji.

I już po kilku pierwszych zdjęciach wiedziałem, że będzie super! Aparat pokochał Julię, a Jaś pokochał aparat. Dawno nie miałem w studio tak swobodnie pozującego dziecka. Sam – naturalnie – ustawiał się do zdjęć i wystarczyło tylko lekko poprawić jakiś szczegół i już. Sztos leciał za sztosem, a karta pamięci zapełniała się co raz lepszymi zdjęciami, z któryś część możecie zobaczyć poniżej.

Takie sesje to powinna być codzienność, a nie tylko od wielkiego dzwona czy tam raz w roku, bo jest Dzień Mamy. Towarzyszyły nam mega pozytywne emocje, a efekty mówią same za siebie!

Serdecznie zapraszam na takie sesje w minimalistycznym stylu w moim studio! Umów termin już dziś!